Powrócić do siebie

O powrotach mówi się wiele: powrót syna marnotrawnego, powrót zespołu na scenę muzyczną, powrót męża do żony, powrót piłkarza do Polski po wygranym meczu na obczyźnie. Tylko powroty do siebie są osnute milczeniem. Zbyt intymne, by o nich mówić?  

Zagubienie  

W gąszczu edukacji, piętrzących się wymagań, wyścigu szczurów gubimy siebie. Podejmujemy działania, które podjąć powinniśmy. Uśmiechamy się, kiedy wypada się uśmiechnąć. I nawet nie zauważamy, jak pragnienia zostają od nas odgrodzone wysokim murem. Stajemy się trybikiem w ogromnej maszynie, wykorzystywanym do realizacji czyiś celów. Życie przeradza się w wegetację. Czujemy się źle, ale nie widzimy sposobu, by to zmienić. W takim położeniu cudem jest dotknąć dna, dojść do momentu, kiedy albo położymy się w trumnie i będziemy czekać na śmierć, albo mocnym ruchem odbijemy się i zaczniemy podążać w górę – ku naszym pragnieniom. Musimy na nowo odkryć siebie, przekonać się, kim jesteśmy, co lubimy, my – nie inni. Jeśli odrzucimy w końcu oczekiwania, jakie wkładają na nasze barki rodzice, nauczyciele, pracodawcy, może pojawić się pustka i chęć powrotu na stare śmieci. Tego, co tak dobrze znaliśmy, już nie ma, a między nami a naszym sercem ciągle piętrzy się mur. Dopiero gdy zdamy sobie sprawę z jego istnienia, możemy zacząć szukać wyrwy, by zajrzeć do środka.  

Poszukiwanie  

Sporo czasu może minąć, zanim uporamy się z misternie wzniesioną przeszkodą. Wygrana będzie nasza, jeśli wykażemy się cierpliwością i systematycznością. Przyglądając się dzieciństwu, ulubionym zabawom, rolom, w które wchodziliśmy, marzeniom, które mieliśmy, możemy usunąć kluczową cegłę ze znienawidzonego muru. Warto przypomnieć sobie ze szczegółami, jak małe szkraby, którymi byliśmy, widziały siebie w dorosłym życiu. Z pomocą także przyjdą ludzie, których podziwiamy, prawdziwe lub fikcyjne sytuacje, które zapierają dech w piersiach i sprawiają, że w oku pojawia się łza radości, a przez głowę przebiega myśl: „Też bym tak chciał”. Kolejna cegła opuści budowlę, gdy z miłością popatrzymy na nasze doświadczenia, pogodzimy się z porażkami, ucieszymy się sukcesami, wyciągniemy wnioski i pozamykamy drzwi, które nadal stoją otworem, choć już dawno powinny być zamknięte. Przeszłości dając przebaczenie, teraźniejszości – obecność, a przyszłości – zaufanie, stajemy się szczęśliwi.   Wyciszenie   Dopełnieniem, bez którego próba dotarcia do siebie może zakończyć się fiaskiem, jest cisza. Trzeba przystanąć, dać sobie czas, odpocząć od świata. Trzeba spojrzeć wgłąb siebie, usłyszeć bicie serca, o którym już dawno zapomnieliśmy. Trzeba zaprzyjaźnić się z człowiekiem, którym jesteśmy. Trzeba zauważyć Boga ukrytego w sercu i te piękne pragnienia. Pragnienia, które budują i nadają sens. Adoracja, rekolekcje, koncentracja na życiu tu i teraz tworzą przestrzeń, w której słychać odpowiedzi na nurtujące pytania i widać drogę, drogę naszych pragnień.     Jeśli chcemy dotknąć szczęścia, musimy zawalczyć o siebie. Bez masek, złagodzeń, wyprasowanych na kant spodni. Siebie prawdziwego. Z wadami, potknięciami, złośliwościami. Ale przede wszystkim z pragnieniami, które określają nas najdokładniej. I wtedy mamy szansę wrócić do siebie po długiej wędrówce.      

* Artykuł ukazał się na łamach okazjonalnika akademickiego „Podaj Dalej” w grudniu 2014 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *